RSS
 

Rozdział pierwszy, w którym poznajemy Dziadka

05 sty

1

- Kto to? – spytał Artur podnosząc ramkę z czarno-białym zdjęciem, na którym na tle peronu, pląsała szczerząc się mała dziewczynka.

- To ja, wieki temu. – Odparła Magda znużona. – Miałam wtedy trzy lata. Tato poszedł po samochód. – Dodała odbierając mu zdjęcie i odstawiając na miejsce.

- Wiem, widziałem. To nie było przypadkiem zrobione wtedy, kiedy mój ojciec… Twój dziadek, wiesz, przyjechał do Polski?

- Jeśli chodzi ci o wtedy, gdy pierwszy raz od wyprowadzki przyjechał nas odwiedzić, to tak. Wyszliśmy po niego na dworzec. Pierwszy raz w życiu widziałam pociąg na żywo…

- Oj, no wiem, że wcześniej też często przyjeżdżał, ale zawsze w jakichś interesach…

- Artur! Jesteś gotowy? Tato już podjechał, czekają na ciebie. – Dobiegł z przedpokoju głos Mateusza.

- Już idę. Trzymaj się Madziu. Do zobaczenia jutro.

- Długo zostaniesz?

- Kilka, kilkanaście dni. Mam trochę spraw do załatwienia.

Odprowadziła go przed dom i patrzyła jak zajmuje miejsce pasażera obok kierowcy. Tył był już zajęty przez Anię – żonę ojca i Marię – żonę dziadka.

- Wdowę po dziadku. – Poprawiła się w myślach Magda.

2

- Skończyłem zmywać, Bąblu! – zawołał Mateusz.

- Nie krzycz, Brat. – Magda zajrzała do kuchni – Pościeliłam Ci łóżko. Na pewno chcesz u mnie spać?

- Nie ma mowy, żebym zostawił cię dziś samą.

- Człowieku, ja już mam 28 lat i nieraz nocowałam tu sama.

- Idziemy spać, czy przeciągamy stypę?

- Nie lubię tego określenia.

- Stypa? Stypa, stypa!

- Brat, przestań!

- No dobra, Bąblu. Nie złość się. To co, idziemy spać?

- Idź, ja się jeszcze pójdę dotlenić.

- Przecież już późno, gdzie ty chcesz łazić?

- Daj spokój, chcę być sama.

3

Zmrożony śnieg skrzypiał pod butami Magdy, poza tym panowała cisza. Noc była jasna, bo śnieg odbijał blask księżyca. Magda przeszła się drogą wzdłuż pola, lecz pod lasem zawróciła. Drogę znała na pamięć, mogła ją przejść nawet po omacku, ale dziś nie miała na to ochoty. Las wydawał się ponury i nieprzyjazny. Może dlatego, że po drugiej stronie nie było już ciepłego białego domku z zawsze palącym się na ganku światełkiem. Ani domku, ani dziadka – Pomyślała z przekąsem. – Nikt już tam na mnie nie czeka z gorącą czekoladą i dobrą albo, mówiąc uczciwie, czasem upierdliwą radą.

Tym razem gorąca czekolada czekała na nią w jej własnej kuchni. Magda usiadła przy stole i rozpłakała się nad kubkiem.

- Zauważyłem, że wuj Artur oglądał to zdjęcie. Dawno go nie widziałem. – Odezwał się Mateusz trzymając w ręku ramkę.

- Zdjęcia czy Artura? – spytała zaczepnie Magda ocierając łzy.

- Jednego i drugiego. – W kuchni zapadła cisza, Magdzie nie chciało się podejmować tematu.

- Dziadek był fajny… – Mateusz znów się odezwał.

- Wtedy tak bym o nim nie powiedziała. Wtedy i jeszcze długo, długo potem.

4

To był ciepły letni dzień 1987 roku. Trzyosobowa rodzina – ojciec z nastoletnim synem i kilkuletnią córką snuli się po peronie Dworca Głównego we Wrocławiu. To znaczy snuli się ojciec i syn, dziewczynkę natomiast rozpierała energia.

- Tato! Czemu tu jest tak żółto? – Dopytywała co chwilę. – A co tu jest napisane? A kiedy wreszcie ten pociąg przyjedzie? Mogę tam wejść? Dlaczego… – Pierwsza wyprawa na dworzec zrobiła na niej ogromne wrażenie. – Zobacz! Jedzie! To ten?

- Nie, nasz ma opóźnienie. – Chłopiec przytrzymał dziewczynkę zanim zrealizowała pomysł wdrapania się na barierkę przy schodach.

- Co to znaczy? – Spytała odruchowo, ale już miała inny obiekt zainteresowań. Tato właśnie robił jej zdjęcie. Chłopiec odsunął się dyskretnie, opuszczając kadr.

- Kiedy ten pociąg przyjedzie? – Dziewczynka nie dawała za wygraną – Pójdę posłuchać, czy już jedzie.

- Magda! – Chłopiec zareagował ostro i złapał siostrę za ramię. Wolał nie ryzykować, że siostrzyczka nakręcona obejrzanym niedawno westernem, poleci jak Indianin przykładać ucho do szyny. Dopiero by mu ojciec dał.

- Ała! Tatusiu, on mnie trzyma!

- Mateusz, nie rób siostrze krzywdy. – Odezwał się mężczyzna, zajęty tym razem uwiecznianiem na zdjęciu tłustego gołębia ze skórką chleba zawieszoną na szyi.

- Przecież nie robię, kazałeś mi jej pilnować.

- Ja chcę posłuchać szyn, jak In… In… Inianie! – Zawołała Magda usiłując uwolnić się  z uścisku brata. – Tato!

- Uspokójcie się! – warknął ojciec zły, bo gołąb odleciał zanim mrugnęła migawka. A mogło być takie ciekawe zdjęcie…

- Widzisz, masz się uspokoić. – Szepnęła do brata Magda i wywaliła język jak tylko mogła najmocniej.

- Tato, no widzisz co ona robi? Ja już nie mam siły.

- Mateusz, nie denerwuj mnie. Jesteś starszy i mądrzejszy.

- I co z tego, kiedy ona jest głupia jak but. – Mateusz miał już dość roli niańki. Odkąd Magda się urodziła, ciągle go nią obarczali.

- Sam jesteś głupi – Magda wreszcie wyswobodziła się z uścisku i pobiegła schować za nogą taty. – On mi ciągle dokucza, tatusiu. I strasznie mi ścisnął rękę, o patrz. Boli mnie. – posłała Mateuszowi wredne spojrzenie małego donosiciela.

- Słuchaj… – tato wziął ją za dłoń z zamiarem odprowadzenia na bok i przeprowadzenia poważnej rozmowy. Zamiast tego musiał się jednak zadowolić standardowym straszakiem – Porozmawiamy o tym w domu. – gdyż z oddali dobiegł właśnie gwizd pociągu, a z głośników popłynął bełkotliwy komunikat: „Uwaga! Uwaga! Opóźniony pociąg relacji Praga – Warszawa wjedzie na tor pierwszy przy peronie pierwszym! Podróżnych prosimy o zachowanie ostrożności i odsunięcie się od torów”.

5

Pociąg wtoczył się na stację wśród zgrzytów i pisków kół oraz radosnych nawoływań oczekujących na pasażerów członków rodzin i znajomych. Pustawy do tej pory peron zaludnił się w okamgnieniu. W tym tłoku trudno było cokolwiek wypatrzeć, nie mówiąc już o szukaniu osoby, której nie widziało się nigdy w życiu. Dlatego Mateusz niespecjalnie przykładał się do wyglądania dziadka, całość wysiłków kierując na obserwowanie pięknej dziewczyny w obcisłych dżinsowych spodenkach i bluzeczce z dekoltem. Jego koleżanki z klasy tak nie wyglądały, ale one i tak nigdy nie wydawały mu się interesujące. Co innego to zjawisko! Ach, gdybyż tak do niej zagadać…

- Mateusz! – Z zamyślenia wyrwał go głos ojca. Miał ochotę nie reagować, wtopić się w tłum i ruszyć za tą piękną dziewczyną, ale tłum zdążył już zrzednąć na tyle, że plan stał się niewykonalny. Chłopak z ociąganiem odwrócił się i poszedł w stronę końca pociągu. Ojciec stał przy ostatnim wagonie i odbierał podawane przez okno walizki.

- Znalazłeś dziadka?

- Tak. Chodź szybciej, pomożesz mi. Weź te dwie i zanieś do samochodu. Masz tu kluczyki. Acha, i zabierz Magdę, bo się jeszcze gdzieś zawieruszy.

- Dobra, a gdzie ona jest?

- Co?

- No, Magda. Przecież była z tobą. – Obaj rozejrzeli się po peronie, ale poza nimi prawie nikt już nie został. A z całą pewnością wśród tych niedobitków nie było widać trzyletniej dziewczynki.

- No pięknie! – zdenerwował się ojciec – przecież miałeś jej pilnować!

- Pilnowałem, ale potem pobiegła do ciebie i jak przyjechał pociąg to już była z tobą!

- Nie krzycz, idź jej szukać!

- Sam nie krzycz.

- Idź szukać, bo obaj będziemy mieli kłopoty. Co ten dziadek tam robi do cholery? Tato, wychodź! Pociąg zaraz odstawią na bocznicę!

- Ja, ja. Jusz ide… – dobiegło z wnętrza łamaną polszczyzną.

6

Wcale a wcale nic nie słychać. Może to przez ten szum i hałas na dworcu? A może po prostu nic nie jedzie? – Myślała właśnie Magda przyciskając ucho do szyny. Nareszcie udało jej się spełnić marzenie, a tu nic. Ale przecież telewizja nie kłamie? Nie ma rady, trzeba poczekać aż pociąg ruszy. Sama widziała, że tylko wysadzają pasażerów i odjeżdżają gdzieś dalej. Wystarczy, że poczeka, pociąg nie będzie tu stał w nieskończoność.

Gwizdek konduktora, no zaraz się zacznie – pomyślała i mocniej docisnęła ucho do szyny. Nagle coś poderwało ją w powietrze, świat zawirował i zamiast klęczeć na torach stała znów na peronie. Pociąg przetaczał się z łoskotem tam gdzie jeszcze przed chwilą nasłuchiwała. Rozpłakała się, ktoś mocno trzymał ją za ramię, ktoś coś mówił, a może nawet krzyczał, ale łoskot pociągu zagłuszał wszystko. Chciała się wyrwać i uciec jak najdalej stąd. Przecież już, już miała się dowiedzieć jak słychać pociąg w szynie! Ktoś jej wszystko zepsuł! To takie niesprawiedliwe!

Magda krzyczała, płakała i próbowała się wyrwać, ale uścisk dziadka był pewny. Najpierw próbował coś mówić, ale zrezygnował, bo huk pociągu i tak wszystko zagłuszał. Odprowadził ją na bok, chociaż… odciągnął byłoby właściwszym określeniem… Dziewczynka prawie pokładała się na brudnej podłodze peronu. Nie mogło jej to bardzo zaszkodzić, bo i tak była już umazana rdzawym kurzem torowiska. Niemniej jednak właśnie wywinęła się śmierci i jej ojciec i brat wciąż stali jak wmurowani myśląc co mogło się stać, ale na szczęście się nie zdarzyło.

- Dość! W tej chwili się uspokój! – powiedział donośnym głosem dziadek. Magda umilkła natychmiast. Raczej sprawił to ton, jakim słowa zostały wypowiedziane, niż treść, której nie zrozumiała, bo padła w języku niemieckim. Dziadek mówił dalej, ale dla dziewczynki nie to miało znaczenie. Ważniejsze wydało się, że znów została podniesiona do góry i tym razem wylądowała brzuchem na kolanie dziadka. Dziwny bełkot wciąż płynął, ale Magda zwracała już tylko uwagę na spadające na jej wypiętą właśnie pupę klapsy. To było straszne. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Ból był okropny i zdawał się nie mieć końca…

7

- Nie przesadzaj, dostałaś raptem trzy klapsy. I na pewno nie mogły być takie mocne, bo jak tylko postawił cię na ziemi zaraz przestałaś się mazać. – uśmiechnął się Mateusz.

- Co ty możesz wiedzieć? Dla mnie to trwało wieczność.

- O laniu akurat trochę wiem. I ty z pewnością też, więc nie demonizuj. A teraz chodź już spać, bo nas ranek zastanie w tej kuchni. Padam na twarz, cały dzień jechałem, potem ten pogrzeb i stypa. Mam dość. Dobranoc.

- Dobranoc.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii ŚWIAT W PASKI

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Adeki

    17 lipca 2016 o 22:11

    Plis napisz więcej. Masz super blog i szkoda żeby to już był koniec.